Policyjne mity cz.4 - Zgwałcenie i domniemanie niewinności

Posted by Niedźwiedź on February 22, 2025 · 9 mins read

Od paru dni, a konkretnie od 13 lutego, żyjemy w nowej rzeczywistości. Oczywiście, rozgaszczanie się nowej władzy w USA sprawia, że dziennikarze obwieszczają takie zmiany niemal codziennie.

Ale nowość, o której dziś piszę, ani nie jest zaskoczeniem, ani nie ma takiego potencjału memicznego, więc weszła w życie, zasługując jedynie na kilka niewielkich wzmianek.

Chodzi mianowicie o nową definicję zgwałcenia, która co prawda uchwalona została w lipcu 2024, ale dłuższe vacatio legis sprawiło, że w życie weszła dopiero 13 lutego.

Od momentu rozpoczęcia prac legislacyjnych, zmiana ta budziła dużo kontrowersji. Przez jednych była przedstawiana jako cudowna recepta, która rozwiąże wszystkie problemy, na jakie Policja i Prokuratura natrafiają, ścigając gwałcicieli.

Z drugiej strony, padały oskarżenia o podważanie konstytucyjnej zasady domniemania niewinności.

Jedno i drugie można śmiało uznać za mit, a jako że pracowałem w komórce, która m.in. zajmowała się zgwałceniami, śpieszę wyjaśnić dlaczego

Nowa definicja a domniemanie niewinności

Zacznijmy od, najczęściej podnoszonego przez przeciwników nowych przepisów, zarzutu. Wchodząca w życie definicja, ma według niektórych komentujących, przeczyć zasadzie domniemania niewinności.

To dość kuriozalny zarzut, ale, co ciekawe, pada nie tylko ze strony internetowych pieniaczy, ale i ludzi mieniących się ekspertami od prawa, jak na przykład Instytutu Na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

O co chodzi? Zobaczmy na czym polega zmiana, która wzbudziła te kontrowersje:

Stara wersja Nowa wersja  
Art. 197. § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15. Art. 197. § 1. Kto doprowadza inną osobę do obcowania płciowego przemocą, groźbą bezprawną, podstępem lub w inny sposób mimo braku jej zgody, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15.  

Ten niewielki dopisek na temat braku zgody spowodował lawinę komentarzy, dopisujących do niego daleko idące zmiany w procedurze karnej.

Wedle ich autorów, skoro brak zgody ma być przesłanką do stwierdzenia zaistnienia przestępstwa zgwałcenia, to automatycznie oznacza, że na podejrzanego przerzucona zostanie odpowiedzialność za udowodnienie, że do stosunku doszło za zgodą wszystkich zainteresowanych stron.

To wniosek tyleż ciekawy, co bezsensowny. Domniemanie niewinności jest zapisane zarówno w kodeksie karnym (art. 5 ), jak i konstytucji (art. 42 par. 3 ).

I o ile przepis ustawowy, można by pewnie jakoś wyłączyć innym, bardziej szczegółowym przepisem ustawowym, to z zapisami konstytucji mogłoby być nieco ciężej.

Zresztą, warto zwrócić uwagę, że nigdzie nie znajdziemy analiz, w jaki sposób to wyłączenie domniemania niewinności miałoby działać, i z którego fragmentu nowelizacji wynikać.

Autorzy analizy Ordo Iuris poprzestają na kilku mglistych tezach, że będzie to zależało od interpretacji. No nie będzie, zresztą- nie jest to zdanie moje, czyli mądrali z internetu, który prawa nie studiował.

Dość jasno mówi o tym też dr hab. Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor bloga Dogmaty Karnisty.

Nadal, ciężar dowodowy spoczywać będzie na oskarżycielu- Prokuratorze i policjantach prowadzących postępowanie. To na nich spoczywać będzie odpowiedzialność za udowodnienie, że do stosunku doszło bez zgody jednej ze stron.

A to prowadzi nas do drugiego, nieco bardziej przykrego z punktu widzenia policjanta, mitu.

Nowa definicja a wykrywalność

Jeśli ktoś miał nadzieję, że zmiany w przepisach przyniosą sprawiedliwość i wyrównanie krzywd, a przede wszystkim sprawią, że większość spraw o zgwałcenie nie będzie kończyć się umorzeniem, to niestety mam złą wiadomość.

Owszem, nowa definicja pomoże uniknąć żenujących wyroków, w rodzaju tego z Wrocławia , gdzie sąd uznał, że nie doszło do zgwałcenia, bo 14-letnia ofiara nie krzyczała ani nie broniła się.

Owszem, może być pomocna w takich sytuacjach, jak ta do której doszło w marcu ub. roku w Warszawie- tam też ofiara nie krzyczała i się nie broniła.

Ale to jest margines (niezwykle istotny, i nie chciałbym tu umniejszać wagi tych spraw) zgwałceń. W powszechnej świadomości, zgwałcenie kojarzy się z przestępstwem, do którego dochodzi w ciemnej uliczce, gdy lekko pijana, i wyzywająco ubrana kobieta, beztrosko wraca nocą do domu.

Ale tego typu zgwałcenia są rzadkością. Dane pokazują, że znaczna część zgwałceń popełniana jest przez osoby znane, albo przynajmniej pozostające w stosunku towarzyskim z ofiarą1. O tym, że strój ofiary nie ma najmniejszego znaczenia, nie wspominając2.

I niestety, są to w większości przestępstwa, w których brak jakichkolwiek dowodów, poza zeznaniami osoby pokrzywdzonej i sprawcy. A zatem, niezależnie czy oskarżenie ma udowodnić wystąpienie gróźb karalnych czy brak zgody- nie ma na czym się oprzeć.

Tutaj pewnie miłośnicy literatury kryminalnej zakrzykną “Hola, hola! Przecież są badania DNA, przecież sprawca może zostawić masę śladów- włosy, nasienie, naskórek pod paznokciami ofiary. Z takim materiałem skazanie to pestka!”.

Pozostaje odpowiedzieć, owszem- nietrudno po zgwałceniu zabezpieczyć liczne dowody, jednoznacznie wskazujące na to kto z kim odbył stosunek seksualny. Sęk w tym, że to niczego nie dowodzi w kontekście zgwałcenia.

Wyobraźcie sobie taką sytuację- pracownicy firmy wyjeżdżają na imprezę integracyjną do hotelu pod Warszawą. Biorą udział w różnego rodzaju atrakcjach, uroczystej kolacji. A potem wyciągają flaszki i w podgrupach integrują się, spożywając alkohol.

W pewnym momencie dwie osoby oddalają się od grupy i znikają w jednym z pokoi. Następnego dnia rano, jedna z nich składa zawiadomienie o zgwałceniu.

W toku przesłuchania, osoba pokrzywdzona zeznaje, że w trakcie imprezy poczuła się zmęczona i chciała iść do swojego pokoju. Sprawca, pod pozorem odprowadzenia jej, poszedł wraz z nią a następnie zmusił do odbycia stosunku.

Natychmiast przesłuchany sprawca twierdzi natomiast, że ofiara była całkiem przytomna, i kiedy znaleźli się sam na sam, entuzjastycznie zachęcała do stosunku- zarówno słowem jak i czynem.

W takim przypadku ślady udowadniające, że doszło do stosunku, są nam po nic. W końcu obie strony są zgodne co do tego, że uprawiały seks. Przedmiotem sporu jest to, czy działo się to za obopólną zgodą.

A tu brak jakichkolwiek źródeł dowodowych- owszem, należy przesłuchać innych uczestników imprezy, ale najczęściej odpowiedzą, że nie widzieli nawet dokładnie momentu, w którym ta dwójka się oddaliła. W końcu wszyscy mieli w czubie.

Owszem, należy zabezpieczyć monitoring z korytarzy hotelowych. Ale najczęściej pokaże on po prostu dwie osoby, zmierzające chwiejnym krokiem w jednym kierunku.

I skoro, jak już ustaliliśmy w pierwszej części- nowe przepisy nie znoszą zasady domniemania niewinności, ciężko jest udowodnić, że do stosunku doszło bez zgody.

A skoro wszystkie wątpliwości należy rozwiązywać na korzyść oskarżonego, to najczęściej taka sprawa zostaje umorzona, właśnie przez niemożność udowodnienia ponad wszelką wątpliwość tego braku zgody. I owszem, w pełni rozumiem tragizm tej sytuacji. Zasada, na której opieramy swoje poczucie tego, czym jest sprawiedliwy proces, stanowi naczelną przeszkodę w skazaniu sprawców jednego z najcięższych przestępstw.

Rozumiem nawet, skąd biorą się głosy, by w przypadku zgwałcenia to domniemanie winy wyłączyć. Choć nie umiem się z taką propozycją zgodzić, to wierzę że poczucie niesprawiedliwości i nieprzystawania rozwiązań prawnych do jakiejkolwiek rzeczywistości może budzić nader uzasadnioną frustrację.

Dlatego też nie uważam, że nowe przepisy wprowadzą jakieś znaczące zmiany, zarówno jeśli chodzi o statystyki, jak i poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa u ofiar zgwałceń.

Ale na pewno jest to krok w dobrą stronę. Tyle, że należy go traktować jako bardzo drobny, pierwszy krok na długiej i wyboistej drodze, a nie przełomowe rozwiązanie.

Bo od takiego rozwiązania dzieli nas jeszcze bardzo wiele, choć mam nadzieję, że debata na temat możliwych dalszych działań będzie trwać, czego i czytelnikom i sobie bardzo życzę.

  1. Przykładowo: “Jeśli jesteś ofiarą gwałtu- poradnik prawny dla kobiet”, Centrum Praw Kobiet 2014 

  2. Z moich własnych doświadczeń mogę wspomnieć sprawę, w której ofiarą padła 60-letnia sprzątaczka z dużego zakładu przemysłowego. Szła na przystanek autobusowy w służbowym fartuchu, na który nałożyła połatany płaszcz na wacie, sięgający do kostek. Ale jeśli potrzebujecie zobaczyć to na własne oczy- powstało kilka wystaw 


Zdjęcie w nagłówku:
     Komenda Stołeczna Policji